Z ognia i wody. Rok, który wykuł charakter
Z ognia wychodzi się zahartowanym, z wody – oczyszczonym. Ja wracam z obu. Brzmi jak sentencja z motywacyjnego kubka? Może. Ale mój rok nie był kubkiem. Był hutą i przeręblem.
Najpierw ogień. Nie romantyczny, nie metaforyczny – prawdziwy pożar planów. Wrzuciłem do niego wszystko: ambicje, zdrowie, nerwy, ostatnie zasoby cierpliwości. Płonąłem jakby ktoś odkręcił zawór wolatywności na moim własnym wykresie życia. Liczyłem na wybicie. Dostałem likwidację złudzeń. Rynek nie wybacza? Życie też nie. Jedyna różnica jest taka, że Binance nie dzwoni, żeby sprawdzić czy żyjesz po stracie. A rok 2025 dzwonił. Codziennie. I milczał. To milczenie było gorsze niż alarm.
Potem przyszła woda. Zimna, ciężka, bez litości. Lodowata pokora, która nie tłumaczy niczego – tylko wciska głowę pod powierzchnię i trzyma, aż przestaniesz się szarpać. Zanurzyłem się w niej tyle razy, że przestałem liczyć. To nie był już drawdown. To była hydroizolacja ego. Oczyszczanie z tego, co miękkie, co naiwne, co wierzyło, że „jakoś to będzie”. Nie będzie. Będzie tak, jak sobie wyszlifujesz. A ja miałem w rękach papier ścierny, nie modlitwę.
Były momenty, kiedy myślałem, że to koniec, że zgasłem. Ale stal nie powstaje, kiedy jest wygodnie, tylko kiedy jest nie do zniesienia. A prawda? Prawda nie smakuje jak piernik. Smakuje jak rdza, którą trzeba zlizać z języka, żeby przestała truć.
I wiecie co? Wstałem. Nie dlatego, że byłem gotowy. Wstałem, bo nie miałem innego wyboru. Kiedy jesteś na dnie, nie musisz wierzyć w siebie. Musisz wierzyć w grawitację – że jeśli odbijesz się nogami, to wyniesie cię w górę choć na jeden oddech. A jeden oddech to już przewaga nad chaosem.
Rok 2025 mnie nie zapytał, czy dam radę. On sprawdził, czy się podniosę, kiedy nic nie pomaga. Czy będę miał siłę iść dalej, kiedy wszyscy są rozbici, kiedy zaufanie to towar deficytowy, a nadzieja wygląda jak spam na Telegramie. Świat wali się na naszych oczach, ludzie odklejeni od siebie, elity odklejone od odpowiedzialności, a zwykły człowiek? Zwykły człowiek ma być tylko statystyką.
A ja nie chcę być statystyką.
Nie chcę być zadaniem do wykonania.
Nie chcę być świecą do wybicia.
Ja chcę być tym, który patrzy, analizuje, rozumie i wraca silniejszy. Chcę żyć tak jak chcę.
Bo z ognia wracam zahartowany, a z wody wracam oczyszczony.
Z obu wracam ja – nie projekcja, nie awatar, nie mem, nie klon.
Prawdziwy. Z przebarwieniami od żaru i z kroplami lodu na brodzie.
Nowy rok? Niech przyjdzie.
Bessa? Hossa? Systemowe mgły? Orwell 2026?
Mnie to już nie parzy ani nie mrozi.
Ja wracam z obu, bo dopiero wtedy wiem, że żyję.
I dopiero wtedy mogę powiedzieć:
„Jestem gotowy, skurwysyny. Hartowałem się i oczyszczałem. Teraz patrzcie, jak idę dalej.”
