Treść strony
ToggleWielka Tartaria, rok 1816 i reset, który zrobiła natura, a nie Photoshop historii
Nie ukrywam – stare mapy działają na mnie jak Bitcoinowe ATH na nowicjusza. Duże napisy, tajemnicze granice, słowo „Tartaria” rozlane od Polski aż po Alaskę. A w tle narracja o roku 1816 jako „resecie cywilizacji”. Brzmi jak materiał na film Netflixa, ale zanim zacznę budować piramidy z teorii, sprawdzam fundamenty. Bo ja mogę pisać dosadnie, mogę krzyczeć między wierszami, ale na blogu epolskie.com wolę nie świecić czarnym okiem głupoty.
Tartaria – geograficzna łatka na nieznane
Zacznijmy od tego, że „Tartaria” to nie tajny kod w Matrixie, tylko historyczne określenie kartograficzne używane przez Europejczyków od średniowiecza do XIX wieku. Służyło do opisania ogromnych terenów Azji i Europy Wschodniej, zamieszkanych głównie przez ludy tatarskie, mongolskie i tureckie. To był trochę taki ówczesny „obszar bez recenzji Google” – nieznane ziemie na wschodzie, które wrzucano do jednego worka na mapie, bo łatwiej było je nazwać, niż zbadać. Nie było to jedno super-państwo, raczej zbiorcza nazwa regionu, coś jak dzisiejsze „reszta świata poza EU i USA” w raportach polityków.
Czy mogła tam istnieć jakaś ciekawa, zaawansowana cywilizacja? Być może lokalnie – tak jak lokalnie ktoś robi świetny ORB na 15-minutowym otwarciu, ale to nie znaczy, że jest Satoshim. Natomiast nie ma dowodów, że istniało globalne imperium o jednej władzy i wspólnej super-architekturze.
Rok 1816 – „Rok bez lata”
Tu nie ma już mitu – tu jest twarda, zimna prawda. W 1815 roku wybuchł wulkan Tambora w Indonezji. Jeden z największych wybuchów w historii. Wyrzucił tyle pyłu do atmosfery, że w 1816 roku świat doświadczył anomalii klimatycznych, które przeszły do historii jako „Rok bez lata”.
Co się działo?
spadek temperatur na całym świecie,
śnieg i mróz w czerwcu w Europie i w USA,
nieurodzaj, a potem głód,
wzrost cen zboża,
migracje ludności,
kryzysy gospodarcze,
epidemie wynikające z osłabienia populacji.
W Szwajcarii i Niemczech ludzie dosłownie umierali z głodu. W USA w lipcu padał śnieg. Dealerzy koni zamiast koni mogli sprzedawać już tylko wymówki. To był reset, ale nie technologiczny – klimatyczny i demograficzny. Reset, który nie potrzebował żadnych tajnych agend, wystarczyła natura w trybie hard-fork.
Reset narracji – kto pisze historię?
Po takich globalnych katastrofach często zmienia się układ sił. XIX wiek to czas, gdy:
rosła industrializacja,
upadały stare porządki,
rosły imperia kolonialne,
państwa budowały coraz większą biurokrację i systemy fiskalne.
I teraz clue: nie było technologicznego resetu cywilizacji, ale mógł być reset narracji historycznej. Mapy przepisywali zwycięzcy, kroniki prowadziły imperia, a kultury organiczne – budujące z drewna, gliny, tkanin i lokalnych języków bez pisma – po prostu nie miały szans przetrwać 200 lat w klimacie syberyjskim. Jeśli więc coś zniknęło, to raczej dlatego, że:
było zbudowane z nietrwałych materiałów,
ludzie zmarli lub wyemigrowali,
pamięć nie została zapisana,
narrację przejęły mocniejsze państwa.
Nie reset technologii. Reset ludzi i pamięci.
Wniosek, którego się trzymam
1816 nie wymazał serwerów świata, ale mógł wymazać całe społeczności i ich pamięć. A słowo „Tartaria” na mapach to bardziej dowód ignorancji kartografów XIX w., niż potwierdzenie jednej globalnej cywilizacji.
A więc:
Reset był prawdziwy, ale zrobiła go natura,
Tartaria istniała na mapach, ale jako nazwa regionu, nie globalnego państwa,
a historia? Cóż – zawsze była kwestią podaży i popytu na narrację.
I ja wolę stać po stronie prawdy, nawet jeśli jest mniej błyszcząca niż złota suknia na tle płonącej choinki.
