Orwell: Prorok Przeszłości, Świadek Teraźniejszości
Wyobraźmy sobie Orwella, który nagle przenosi się do roku 2024. Człowiek, który stworzył dystopię „Rok 1984” jako ostrzeżenie przed przyszłością, miałby dziś szansę spojrzeć na świat, który do pewnego stopnia wypełnia jego najczarniejsze przewidywania. Czy byłby zaskoczony? A może poczułby przerażającą satysfakcję z tego, że jego twórczość była nie tyle fikcją, ile proroczą wizją?
W „Roku 1984” Orwell opisał świat, w którym rządy używają technologii, by kontrolować myśli i życie obywateli, tworząc system totalnej inwigilacji. W 2024 roku, mając do dyspozycji smartfony, kamery monitorujące niemal każdy krok i algorytmy śledzące nasze preferencje w sieci, można powiedzieć, że jesteśmy bliżej tego obrazu niż kiedykolwiek wcześniej. Orwell byłby zapewne zdumiony, jak bardzo społeczeństwo dobrowolnie zaakceptowało i wręcz pożądało urządzeń, które potrafią monitorować naszą prywatność, oferując w zamian wygodę.
Ale czy to oznacza, że świat Orwella stał się rzeczywistością? Nie do końca. W jego książce mieliśmy do czynienia z brutalnym totalitaryzmem, gdzie myśl przestępcza była ścigana i karana, a przeszłość nieustannie przepisywana na nowo przez Ministerstwo Prawdy. Dzisiejsza rzeczywistość, choć pełna manipulacji informacją i inwigilacji, daje nam jeszcze możliwość wolności słowa i dostępu do różnych źródeł informacji. Różnorodność poglądów w sieci i mediach społecznościowych, nawet jeśli bywa kontrolowana i filtrowana, wciąż istnieje. Orwell nie przewidział tej siły oddolnej komunikacji i oporu.
Orwell w roku 2024 widziałby z jednej strony kontynuację zagrożeń, które opisał, z drugiej – zupełnie nowe wyzwania. Globalna dominacja korporacji technologicznych, z ich algorytmami wpływającymi na nasze życie codzienne, to coś, czego nie mógł sobie wyobrazić. Jego „Wielki Brat” miał być tworem państwa, nie globalnych firm, które swoje działania usprawiedliwiają obietnicami komfortu i innowacji. Orwell zapewne zastanawiałby się, jak doszło do tego, że tak chętnie oddaliśmy wolność i prywatność w zamian za wygodę, którą oferują technologiczni giganci.
Jego twórczość to nie tylko ponura wizja przyszłości, ale przede wszystkim przestroga, którą możemy odczytać na nowo. Orwell przestrzegał nas przed pasywną akceptacją kontroli, a my dziś widzimy, jak łatwo przychodzi społeczeństwu uległość wobec technologii i propagandy. Jego reakcja na świat 2024 roku byłaby mieszanką przerażenia i gorzkiego zrozumienia. Z jednej strony potwierdziłyby się jego obawy, z drugiej – może właśnie dostrzegłby, że mamy szansę walczyć z tym, co dostrzegał jako zagrożenie. To wciąż nasze wybory i nasze działania decydują o tym, czy pójdziemy drogą, którą on opisał, czy znajdziemy sposób, by ocalić wolność i prywatność.
Może nie był prorokiem, ale z pewnością był mądrym obserwatorem i krytykiem społeczeństwa. Jego przesłanie jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek – to my decydujemy, czy przyszłość stanie się kolejną kartą w jego powieści, czy może uda nam się napisać inną historię.
