Ameryka. Kraina wolności, demokracji i… doskonałych inwestorów giełdowych zasiadających w Kongresie. Nie, to nie bajka o self-made milionerach czy genialnych zarządcach funduszy inwestycyjnych. Mowa o ludziach, którzy z jednej strony kształtują politykę, a z drugiej biją na głowę profesjonalnych traderów.
W 2023 roku amerykańscy kongresmeni pokazali, że można być prawnikiem, lekarzem czy nauczycielem z wykształcenia, a jednocześnie osiągać stopy zwrotu, o których najwięksi inwestorzy mogą tylko marzyć. Jak to możliwe? Odpowiedzi szuka portal Unusual Whales, który od lat monitoruje giełdowe poczynania polityków. To właśnie on ujawnił, że w ubiegłym roku kongresmeni zgłosili ponad 11 tysięcy transakcji o łącznej wartości przekraczającej miliard dolarów. Aż 80% z nich zarobiło na giełdzie, co świadczy o skuteczności, która rzuca cień na wyniki przeciętnych inwestorów i profesjonalistów.
Treść strony
ToggleDemokratyczna precyzja, republikański chaos
Demokraci w Kongresie mogli świętować sukcesy na giełdzie, osiągając średnią stopę zwrotu wynoszącą ponad 31%. Republikanie, chociaż bardziej aktywni na rynku, zarobili „tylko” 18%. Może to kwestia strategii? Demokraci postawili głównie na gigantów technologicznych, takich jak Apple, Microsoft czy Alphabet. Republikanie skłaniali się ku bardziej zdywersyfikowanemu podejściu, inwestując w ConocoPhillips, Tyson Foods czy NGL Energy Partners.
Rekordzistą został Brian Higgins, Demokrata, którego portfel wzrósł o niemal 239%. Klucz do sukcesu? Akcje Nvidii, kupione za 100 tysięcy dolarów w 2021 roku. Prosty, ale skuteczny ruch. Tymczasem Ro Khanna, inny Demokrata, wykonał ponad 4250 transakcji w ciągu roku – niemal 17 na sesję – osiągając zwrot 12,7%. Czyżby giełda była dla niego sportem ekstremalnym?
Nancy Pelosi: Królowa kontrowersji
W tym spektaklu nie mogło zabraknąć Nancy Pelosi. Znana z precyzyjnych ruchów na rynku, Demokratka znalazła się na dziewiątym miejscu w rankingu traderów. Jej inwestycje w Nvidię budzą kontrowersje od lat, zwłaszcza po tym, jak w 2022 roku zarobiła miliony przed uchwaleniem ustawy o półprzewodnikach. Zabawne, że sama zaproponowała ustawę zakazującą handlu na giełdzie osobom zasiadającym w Kongresie, tylko po to, by powrócić do gry kilka miesięcy później.
Czy Kongres wie więcej?
Krytycy twierdzą, że sukcesy kongresmenów na giełdzie nie są kwestią przypadku. Uprzywilejowany dostęp do informacji oraz możliwość kształtowania polityki gospodarczej mogą dać im przewagę, o jakiej zwykli inwestorzy mogą jedynie marzyć. Przykład? Senator Tommy Tuberville inwestował w kontrakty terminowe na pszenicę i bydło, zasiadając jednocześnie w komisji ds. rolnictwa.
Pomimo kontrowersji, powstały nawet ETF-y śledzące inwestycje kongresmenów. ETF o nazwie NANC, bazujący na ruchach Demokratów, osiągnął w ubiegłym roku zwrot 19,87%. KRUS, oparty na transakcjach Republikanów, zarobił mniej – 9,38%. Może to czas, by każdy z nas zainteresował się, co kupują politycy?
Polska giełda, polska rzeczywistość
W Polsce sytuacja ma się zupełnie inaczej. Politycy zasiadający w Sejmie nie słyną z giełdowych ambicji. Tylko 6,3% polskich parlamentarzystów inwestuje na giełdzie, a wartość ich portfeli często nie przekracza kilku złotych. Wolą inwestować w nieruchomości, co w polskich warunkach wydaje się bardziej przewidywalne.
Brak obowiązku bieżącego zgłaszania transakcji oraz ograniczone możliwości śledzenia ich ruchów sprawiają, że polscy politycy nie budzą takich emocji na rynku. Może to dobrze? A może czas na zmiany?
Historia amerykańskich kongresmenów jako giełdowych guru to mieszanka umiejętności, sprytu i uprzywilejowanej pozycji. Czy ich sukcesy to dowód na wyjątkowy talent, czy raczej na istnienie systemu, który pozwala im wykorzystywać informacje niedostępne dla zwykłych inwestorów? To pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam. W międzyczasie pozostaje nam obserwować, jakie ruchy wykonają w przyszłości – i wyciągać z tego wnioski dla siebie.
