Kiedy zobaczyłem nagłówki: „Epstein ujawnił 3 kluczowych programistów Bitcoina!” – przez chwilę poczułem to samo, co czuje rynek przy nagłym -20%. Szum. Emocje. Sensacja.
A potem zrobiłem to, co zawsze robię jako trader i jako człowiek: otworzyłem wykres… tym razem wykres faktów.
W jednym z maili z 2015 roku, powiązanym z postacią Jeffrey Epstein, pojawia się wzmianka o tym, że Bitcoin ma pięciu głównych deweloperów, z których trzech wymienionych jest z imienia i nazwiska:
Gavin Andresen,
Wladimir van der Laan,
Cory Fields.
I nagle narracja skręca w stronę:
„Bitcoin był kontrolowany przez elitę.”
„To wszystko było zaplanowane.”
„Decentralizacja to iluzja.”
Brzmi mocno. Klikalnie. Niebezpiecznie.
Tylko że… to nie tak działa.
Treść strony
ToggleMIT, granty i brzydka rzeczywistość finansowania open-source
Mail dotyczył inicjatywy Digital Currency Initiative przy MIT Media Lab, którym kierował wtedy Joi Ito. Po upadku Bitcoin Foundation ktoś musiał finansować pracę deweloperów. Kod sam się nie pisze. Serwery same się nie utrzymują.
Granty nie oznaczają kontroli.
W świecie open-source oznaczają jedno: ktoś płaci rachunki, żeby ktoś inny mógł pisać kod.
To nie jest teoria spiskowa. To jest rzeczywistość inżynierii.
„Trzech władców Bitcoina”? Serio?
Tu trzeba oddzielić emocję od mechaniki systemu.
Bitcoin Core to implementacja.
Bitcoin to sieć.
Deweloper może zaproponować zmianę.
Maintainer może zatwierdzić commit.
Ale:
– górnicy mogą go zignorować
– węzły mogą go odrzucić
– społeczność może zrobić fork
Jeśli trzy osoby „kontrolowałyby” Bitcoina, nie byłoby:
wojny o wielkość bloków,
dramatu SegWit,
powstania Bitcoin Cash,
lat sporów technicznych.
Bitcoin to nie korporacja. To pole konsensusu.
Władza w Bitcoinie nie polega na stanowisku.
Polega na tym, czy ktoś uruchomi Twój kod.
Dlaczego ta narracja wraca?
Bo działa na emocje.
Bitcoin narodził się jako idea „od ludzi dla ludzi”.
Więc każda informacja sugerująca wpływ elit uderza w fundament tej wiary.
Ale system, który przetrwał:
Mt. Gox,
wojny forków,
zakazy w Chinach,
regulacyjne ataki,
upadek FTX,
medialne burze wokół Epsteina,
…nie jest kontrolowany przez trzy nazwiska.
Gdyby był — już dawno zostałby zmieniony pod interes któregoś rządu.
Najważniejsze pytanie
Czy fakt, że ktoś z brudną historią przekazał pieniądze na grant, zmienia matematyczne zasady protokołu?
Nie.
Hashrate nie wie, kto finansował MIT.
Node nie pyta o reputację darczyńcy.
Blok nie sprawdza tożsamości sponsora.
Bitcoin nie jest moralny ani niemoralny.
On jest bezosobowy.
Mroczny obrót czy zwykła ludzka słabość?
Czy elity próbują mieć wpływ na wszystko? Oczywiście.
Czy próbowały mieć wpływ na Bitcoin? Bez wątpienia.
Czy to oznacza, że go kontrolują? Nie.
Właśnie dlatego Bitcoin jest niewygodny.
Bo nawet jeśli próbujesz kupić wpływ — nie możesz kupić konsensusu bez zgody tysięcy anonimowych operatorów węzłów.
I teraz moja osobista refleksja
W tradingu nauczyłem się jednej rzeczy:
rynek reaguje na narrację szybciej niż na fakty.
Ale prawda zawsze wraca do fundamentu.
A fundament Bitcoina to:
open-source,
konsensus,
brak centralnego przełącznika.
Można go krytykować.
Można go nie lubić.
Można go regulować.
Ale „3 programistów kontroluje sieć” to mit dla tych, którzy nie rozumieją, jak działa protokół.
I może właśnie dlatego ten mit jest tak atrakcyjny.
Bo daje proste wyjaśnienie złożonego świata.
epolskie.com
Myśl samodzielnie. Analizuj zanim uwierzysz.
