Przez cały ten cykl wszyscy czekali na jedno zdanie: „tym razem będzie inaczej”.
Że ETF-y zmienią zasady gry.
Że instytucje wygładzą zmienność.
Że Bitcoin w końcu stanie się „dojrzały”, przewidywalny i grzeczny.
A potem przyszedł rynek… i zrobił dokładnie to, co zawsze.
Zmęczył.
Znudził.
Zniechęcił.
Nie hukiem. Nie krachem.
Tylko czasem.
To był cykl bez fajerwerków, bez masowej euforii, bez tej jednej świecy, po której wszyscy wiedzą, że „to już”. Zamiast tego była seria korekt po 30%, boczniaki, fałszywe wybicia i ATH, które nie obchodziły prawie nikogo.
I właśnie dlatego to był najczystszy test psychiki, jaki Bitcoin kiedykolwiek przeprowadził.
Bo jeśli ten czas nie był inny, to znaczy, że:
rynek znów zabrał BTC tym, którzy nie wytrzymali,
znów nagrodził tych, którzy potrafili siedzieć w ciszy,
znów oddzielił przekonanie od cierpliwości.
Historia Bitcoina nigdy nie polegała na tym, żeby było łatwo zarobić. Polegała na tym, żeby jak najmniej osób dotrwało do końca. W 2013 wypadali przy -80%. W 2018 przy -85%. W 2022 przy upadkach giełd i medialnym linczu. W tym cyklu – przy… nudzie.
To jest nowy poziom selekcji.
Nie trzeba było odwagi, żeby kupić.
Trzeba było odporności, żeby nie sprzedać tylko dlatego, że „nic się nie dzieje”.
ETF-y? Instytucje? Państwa?
One nie zmieniły natury rynku. One tylko sprawiły, że proces stał się wolniejszy, cichszy i bardziej męczący. Zamiast euforii – apatia. Zamiast FOMO – zwątpienie. Zamiast krzyków – wzruszenie ramion.
Ale mechanizm pozostał ten sam.
Bitcoin znów zrobił swoje:
wyższe dołki,
kolejne korekty,
brak sygnałów końca wtedy, gdy większość ich oczekiwała,
i jedno pytanie, które wisiało w powietrzu miesiącami:
„po co ja to w ogóle trzymam?”
Jeśli ktoś dziś mówi, że ten cykl był słaby, to mówi więcej o sobie niż o rynku.
Bo słaby nie był cykl. Słaba była cierpliwość.
Jeśli to rzeczywiście był „ten sam czas”, to finał nie polegał na cenie. Polegał na tym, kto został na pokładzie, a kto wysiadł przekonany, że „już nic z tego nie będzie”.
Bitcoin nie potrzebuje wiwatów, żeby działać.
On działa najlepiej wtedy, gdy nikt już nie klaszcze.
I jeśli coś ten cykl domknął definitywnie, to jedną prawdę:
To nigdy nie chodziło o to, czy będzie inaczej.
Zawsze chodziło o to, czy ty wytrzymasz, gdy znowu jest tak samo.
