Wciąż słyszymy to samo: „Idź na wybory, Twój głos ma znaczenie”. Ale z każdym kolejnym rokiem coraz więcej ludzi zaczyna wątpić – nie tylko w sens wyborów, ale w ich uczciwość. Gdy społeczeństwo przestaje wierzyć w fundamenty demokracji, coś bardzo poważnego pęka. I nie chodzi tylko o politykę. Chodzi o zaufanie.
Znam ludzi, którzy z pełnym przekonaniem mówią: „Nie głosowałem, ale w systemie figurowałem jako głosujący”. Brzmi jak paranoja? Może. Ale co, jeśli to prawda? Co, jeśli mechanizm wyborczy stał się tak nieprzejrzysty, że nawet nie wiemy, czy nasze dane nie zostały wykorzystane bez naszej wiedzy?
Mówmy wprost: dzisiejsze wybory to system zamknięty, scentralizowany, niepodlegający rzeczywistej kontroli obywatelskiej. A przecież mówimy o jednym z najważniejszych narzędzi wpływu na rzeczywistość. I choć może to zabrzmi jak science fiction, to właśnie technologia blockchain może odmienić całą grę.
Wyobraź sobie, że masz dowód.
Nie domysły, nie nadzieję, ale konkret: Twój głos został oddany i znajduje się w publicznie dostępnym, niezaprzeczalnym łańcuchu bloków. Widzisz to. Możesz to zweryfikować. Wiesz, że nikt nie mógł go zmienić, usunąć ani oddać za Ciebie.
Blockchain to nie jest kolejny buzzword z Doliny Krzemowej. To zdecentralizowany rejestr, którego nie można zmanipulować bez wiedzy całej społeczności. W kontekście wyborów oznacza to rewolucję:
Twój głos to zaszyfrowana, anonimowa transakcja – nie do podrobienia.
Możesz sprawdzić, czy oddałeś głos, i nikt nie może tego zrobić za Ciebie.
Możesz sam przeanalizować wyniki – bez pośredników, bez cenzury, bez medialnych narracji.
Brzmi zbyt pięknie? A jednak to możliwe. Małe kraje jak Estonia już testują podobne rozwiązania. W Brazylii, Indiach i Szwajcarii trwają pilotaże. Nawet Sierra Leone próbowało – i nie było to science fiction, tylko realny eksperyment z udziałem wyborców.
Więc dlaczego my nadal tkwimy w XIX-wiecznej kartce wrzucanej do urny i w XX-wiecznych serwerach obsługiwanych przez „zaufanych specjalistów”?
Bo prawdziwa kontrola obywatelska nie jest nikomu u góry na rękę. Bo system, w którym obywatel wie, że jego głos nie zaginie, to system, w którym trudniej manipulować, kupować, zastraszać i kreować wyniki według zapotrzebowania.
Możesz oburzać się na blockchain. Możesz nie rozumieć tej technologii. Ale odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy obecnie masz 100% pewności, że nikt nie głosował za Ciebie? A teraz pomyśl, jak wielu ludzi nawet się nad tym nie zastanawia. Ilu z nich pojawiło się w „systemie” jako aktywni wyborcy, choć tego dnia byli w szpitalu, za granicą albo… po prostu nie poszli nigdzie?
Blockchain nie rozwiąże wszystkiego. Ale daje coś, czego dziś dramatycznie nam brakuje: sprawdzalność, przejrzystość i niezmienność danych. A to wystarczy, by odzyskać to, co dziś systematycznie nam się odbiera: zaufanie i wpływ.
Bo jeśli nie wiemy nawet, czy głosowaliśmy – to znaczy, że demokracja to tylko iluzja. A iluzje są dobre w cyrku, nie w państwie.
Czas, byśmy przestali być tylko widzami tego spektaklu. Czas stać się jego reżyserami.
Czas na cyfrowe wybory. Blockchain i profil zaufany mogą zmienić Polskę
W erze cyfrowych płatności, bankowości mobilnej, podpisów elektronicznych i rosnącego zainteresowania CBDC – czas zadać sobie pytanie: dlaczego wybory wciąż wyglądają jak z XX wieku?
Rozwiązanie istnieje. I jest proste.
Technologia blockchain jako fundament systemu głosowania, gdzie każdy głos jest transparentny, niezmienialny i możliwy do zweryfikowania bez ujawniania tożsamości głosującego. Do tego logowanie za pomocą profilu zaufanego, bankowości elektronicznej albo e-podpisu. Systemy te już funkcjonują – przecież korzystamy z nich w kontaktach z ZUS-em, skarbówką i sądami.
A co z osobami starszymi? Dla nich punkty wyborcze można przenieść… do banków. Tam, z pomocą pracownika i okazując dokument tożsamości, seniorzy mogliby oddać głos dokładnie tak, jak dziś. Bez potrzeby „komisji wyborczej z kartką”.
Polska ma czas do następnych wyborów parlamentarnych, by zacząć przygotowania. Zamiast biurokratycznych narad o „reformie systemu”, wystarczy po prostu wziąć technologię, którą już mamy, i zastosować ją do demokracji.
Skoro państwo szykuje się do wprowadzenia cyfrowej waluty (CBDC), to nie mówmy, że „to zbyt trudne”.
Bo jeśli państwo ufa blockchainowi, by zarządzać pieniędzmi Polaków — to tym bardziej może zaufać mu przy zarządzaniu ich głosami.
