W 2004 roku weszliśmy do Unii z nadzieją. Pamiętam ten entuzjazm – miało być lepiej, miało być sprawiedliwie, miało być europejsko. No i jest. Tyle że coraz częściej słyszę, że nie o taką Unię nam chodziło.
To, co dziś mamy, to już nie wspólnota narodów, lecz biurokratyczny moloch sterowany z Berlina i Paryża. Niemiecko-francuski duet rozdaje karty, a reszta – jak uczniowie w klasie – ma słuchać i nie pyskować. A jeśli się wychyli? To znajdzie się pretekst, by przykręcić śrubę. Sankcje, trybunały, szantaże finansowe. Pamiętacie jeszcze hasło „Unia solidarności„? Dziś to raczej „Unia dominacji„.
Zamiast współpracy – dyktat.
Zamiast równości – hegemonia.
I to wszystko pod przykrywką pięknych słów o wartościach, demokracji i praworządności. Tyle że wartości są dobre tylko wtedy, gdy służą interesom centrali. A demokracja? Tylko wtedy, gdy głosujesz tak, jak trzeba.
Polacy to nie są ludzie, którym łatwo przychodzi spuszczanie głowy i potakiwanie. Mamy w sobie gen sprzeciwu, nawet jeśli czasem bywa on nierozsądny. Ale teraz – gdy patrzymy, jak Unia miesza się w nasze prawo, rolnictwo, energetykę, a ostatnio i tożsamość – coraz więcej osób mówi: dość.
Nie chodzi o to, żeby od razu wychodzić. Chodzi o to, żeby zacząć poważnie rozmawiać, czy w tej Unii jest jeszcze miejsce dla Polski – dumnej, samodzielnej i suwerennej.
Bo jeśli Unia to dziś tylko niemiecki sen o IV Rzeszy w wersji soft, to może czas się obudzić.
Dziś 27 kwietnia 2025 publikuję serię 8 felietonów, które nie powstały po to, by kogokolwiek straszyć. Ich celem nie jest sianie paniki, ale przypomnienie: jesteśmy w historycznym momencie. Momencie, w którym decyduje się, czy Polska będzie jeszcze bastionem wolnych ludzi – czy kolejnym trybikiem w globalnym systemie kontroli.
Zapraszam do lektury – tylko na epolskie.com
Pozdrawiam
Przemo
