Nie trafiłem ze szczytem. Ale może trafię z dołkiem Bitcoina

Czas czytania w minutach: 3

Przyznaję się — nie udało mi się przewidzieć szczytu Bitcoina w tej hossie.
Według moich obliczeń miał sięgnąć okolic 150 tysięcy dolarów, ale rynek jak zwykle zrobił swoje: poszedł własną drogą, pokazując, że nawet najlepsze modele potrafią się mylić, gdy w grę wchodzą emocje, polityka i miliardy dolarów płynności.

Nie żałuję.
Bo ta pomyłka nauczyła mnie więcej niż jakikolwiek trafiony scenariusz.

Zrozumiałem, że Bitcoin nie porusza się według ludzkich oczekiwań, tylko według cyklu natury rynków — napędzanego chciwością, strachem i potrzebą równowagi. Kiedy wszyscy krzyczą “to dopiero początek”, on cicho planuje spadki. A gdy wszyscy widzą koniec świata, on zaczyna pisać nowy rozdział.

Dziś patrzę inaczej.
Nie szukam już perfekcyjnego szczytu, nie próbuję wyłapać ostatniego dolara.
Dziś chcę tylko zrozumieć rytm tej bestii, która od lat testuje cierpliwość milionów ludzi.

Według mnie — i mówię to z pełną świadomością — w bessie 2026 roku Bitcoin spadnie do poziomu między 47 a 49 tysięcy dolarów.
To nie jest przypadkowa liczba.
To obszar dawnego ATH z 2021 roku, który w historii kryptowalut często staje się punktem powrotu, symbolicznym miejscem oczyszczenia rynku. Tam odpadają ci, którzy przyszli po szybki zysk, a zostają ci, którzy naprawdę rozumieją, czym jest Bitcoin.

47–49 tysięcy dolarów to może wydawać się dużo, ale w cyklu kryptowalut to jak zejście w dolinę, by nabrać sił przed kolejnym szczytem.
Bo historia Bitcoina to nie prosty wykres w górę — to puls, oddychanie rynku, które co kilka lat powtarza ten sam schemat:
euforia → spadek → oczyszczenie → odrodzenie.

Może tym razem nie złapałem górki.
Ale jeśli moja prognoza się sprawdzi, może złapię spokój — ten, którego szuka każdy inwestor.
Bo zrozumienie cyklu jest więcej warte niż idealne wejście czy wyjście.

W końcu Bitcoin nie nagradza perfekcjonistów. Nagradza cierpliwych.

cena bitcoina w bessie 2026
error: Zakaz kopiowania treści